| Ferma drobiu w Radęcinie - GAZETA LUBUSKA |
| Hałas, smród i azbest GAZETA LUBUSKA - wydanie z 28 czerwca 2008 roku: ![]() Latem hałas jest taki, że musimy mieć zamknięte okna! - mówi Alina Kubiak z Radęcina pod Dobiegniewem, która mieszka 200 m od fermy. - Nikt nie słucha naszych argumentów, a my boimy się o zdrowie dzieci i swoje - mówią mieszkańcy. Od lewej: Dariusz Kubiak, Radosław Tabaczyński, Jacek Adamus, Bartek Ławrynowicz, Nikola Kubiak, Mariola Tutak z dziesięciomiesięcznym synkiem Sewerynem i Klaudia Ławrynowicz. (fot. Magdalena Białęcka) Mariola Tutak również mieszka blisko i ma małe dziecko. - Azbest może mieć dla niego katastrofalne skutki - mówi. Radęcin leży na skraju Puszczy Drawskiej i Pojezierza Choszczeńskiego i ma jedno z piękniejszych jezior w regionie. W styczniu 2006 r. pojawiła się tu ferma drobiu Janiny i Feliksa Błaszczyków z Choszczna. W budynkach, w których dziś są kurczaki, 20 lat temu hodowane były krowy. Zanim kurczaki wprowadzono do obiektów, przeprowadzono remont. Budynki skonstruowane są z eternitu, zawierającego rakotwórczy azbest. W drugiej połowie 2007 r. właściciele fermy zasłonili go styropianem i pilśnią, ale ludzie nadal się boją. Najwyższe technologie Protesty mieszkańców zaczęły się już dwa lata temu. Ludzie byli źli tym bardziej, że przed założeniem fermy nikt się z nimi nawet nie spotkał, żeby powiedzieć, co tu będzie. - Nie mieliśmy obowiązku informowania mieszkańców - odpowiada menedżer firmy FEL-PASZ z Choszczna Jarosław Błaszczyk, syn właścicieli. Jednak w końcu właściciel fermy Feliks Błaszczyk zgodził się na rozmowy. Mieszkańcy mówią, że nic ona nie dała, bo inwestor upierał się, że zagrożenia nie ma i wszystko jest robione "w oparciu o najwyższe technologie”. - Na początku ludzie nie protestowali, bo wielu pan Błaszczyk obiecywał pracę. Tu jest spore bezrobocie, więc mieszkańcy liczyli na tę fermę - tłumaczy jeden z mieszkańców Dariusz Kubiak. Według mieszkańców FEL-PASZ zatrudnił jednak tylko trzech mieszkańców, których wkrótce zwolnił i na ich miejsce dał ludzi z Choszczna. - Zatrudniamy sześć osób z Radęcina. Nie opłacałoby nam się codzienne wożenie ludzi z Choszczna - tłumaczy menedżer firmy. Radęcin leży w obszarze chronionego krajobrazu Puszcza Drawska i obszaru ochrony ptaków Natura 2000. Nie wolno więc zakłócać tutejszego środowiska naturalnego, chyba że zgodę wydadzą przyrodnicy i lokalne społeczności. Rozporządzenie wojewody lubuskiego z 2005 r. mówi o zakazie lokowania dużych ferm w obszarach chronionych. W lipcu 2006 r. został dopisany do niego paragraf, dzięki któremu ferma uzyskała zezwolenie. Sąd Administracyjny, do którego zwrócili się mieszkańcy, dopatrzył się jednak, że decyzja środowiskowa z 2005 r. potrzebna do uzyskania tzw. zezwolenia zintegrowanego została wydana wbrew prawu. Rozkładają ręce - Latem hałas jest taki, że musimy mieć zamknięte okna - mówi zdenerwowana Alina Kubiak, która z trójką małych dzieci mieszka 200 m od fermy. Na dworze smród jest nie do wytrzymania. Mariola Tutak, która również mieszka blisko fermy, żyje w strachu: - Mam dziecko, a azbest może mieć dla maluchów katastrofalne skutki - mówi. Mieszkańcy wysłali już ponad 200 pism, prosząc o pomoc burmistrza, wojewodę, sanepid, ochronę środowiska. Wszyscy twierdzili, że nie ma tu żadnych zagrożeń. - Jestem zszokowany. Przeprowadziłem się do Radęcina z całą rodziną. Wcześniej mieszkaliśmy we Wrocławiu, ale chcieliśmy mieć ciszę i świeże powietrze. No i proszę, co mamy! - mówi Jacek Adamus, najbardziej zaangażowany w protest. Zdruzgotany jest także jego zięć Maciej Szabla. - Hałas z wentylatorów jest przerażający, a czasem pracują 24 h na dobę, ale kontrole są wtedy, gdy kurczaków tu nie ma i jest cisza - mówi. Ludzi najbardziej martwi azbest. - Jeśli azbest jest zakonserwowany, a działalność prowadzona w budynku, który jest nim pokryty, nie narusza go w żaden sposób, może stać 30 lat i nie będzie stanowił zagrożenia - mówi nasz ekspert, prezes Stowarzyszenia Azbest STOP z Kołobrzegu Ireneusz Zarzycki. - Jeśli coś powoduje jego uaktywnianie, jak w przypadku fermy w Radęcinie wentylatory, azbest staje się śmiertelnym zagrożeniem. Dziwię się, że właściciele fermy nic z tym nie robią. Ale oni tam nie mieszkają, więc nie czują tego zagrożenia. Nie chciałbym też jeść kurczaków z tej fermy. - Nie ma zagrożenia azbestem. Pismo ministra środowiska potwierdza, że ferma spełnia wszelkie wymogi - odpiera zarzuty menedżer Błaszczyk. Naukowcy widzą zagrożenie Zatrudniony przez fundację Adamusa Wszechnica Samorządowo-Budżetowa w Radęcinie prof. dr Julian Paluch z wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego na podstawie przeprowadzonych badań i dokumentów napisał analizę, w której podkreśla m.in., że emisję gazów z fermy obliczono tylko dla jednego kurnika, a na fermie jest ich sześć. Analiza została złożona do akt prokuratury w Strzelcach Kraj, która zajmuje się tą sprawą po doniesieniu mieszkańców. - Nie zostały spełnione wymagania określone ustawami o ochronie środowiska - mówi o pozwoleniu na fermę prokurator Zygmunt Horodyski. Na jego wniosek sąd administracyjny stwierdził nieważność jednej z decyzji zezwalającej na działalność fermy. W sprawie drugiej toczy się postępowanie. Prokurator czeka na rozstrzygnięcie, które może być podstawą do zakwestionowania legalności fermy. - Wprowadzając zakaz dla inwestycji takich jak ferma w Radęcinie, wojewoda wykazał się dużą postępowością, bo chodzi o obszar prawnie chroniony. Niezrozumiałe jest, dlaczego zmienił zdanie - dziwi się prokurator. Burmistrz Dobiegniewa Leszek Waloch mówi: - To prywatna firma, więc gmina nie ma nią wpływu, ale powiadomiłem o tym sanepid i wojewódzką inspekcję ochrony środowiska. - Dodaje, że dwukrotnie wysyłał do Radęcina dwu- lub trzyosobowe kontrole, ale informacje podawane przez mieszkańców nie potwierdziły się. - Nie mogę postawić tam pracowników, by non stop kontrolowali tę fermę - tłumaczy. Mieszkańcy do końca będą walczyć o swoje. Autor: Magdalena Białęcka |
| Dodano: 2009-01-11 15:55:31 |