Nowości

Bezprawie w Radęcinie - groźbą dla ludzi, dla przyrody, i dla zasad demokratycznego państwa!

Poniżej: artykuł z tygodnika ZIEMIA GORZOWSKA, z 29 maja 2008r.

Urzędnicy naruszyli prawo, wydając pozwolenie
na działalność fermy w azbestowych budynkach w Radęcinie,
tymczasem Prokuratura Rejonowa w Gorzowie umorzyła śledztwo przeciwko nim,
bo... nie wiedzieli, że robią źle.


Ratujcie nas od śmiercionośnych kurczaków!

– Boimy się raka i innych chorób! Wszyscy czujemy się coraz gorzej, dzieci cierpią na alergie, a córce robią się na rękach straszne rany... To wszystko przez te kurczaki! Czemu nikt na to nie reaguje? – denerwuje się Alina Kubiak. – Żyjemy w ciągłym smrodzie i hałasie. Od kurników dzieli nas 100 m. Zaczęliśmy się tu budować, mając nadzieję, że będziemy żyć w pięknej i czystej okolicy, a teraz nawet nie chce mi się wykańczać nowego domu. Ręce opadają, jak sobie człowiek zda sprawę, co oni nam tu zrobili – dodaje jej mąż Dariusz.

Radęcin jest niewielki i uroczy. Niektórzy mówią, że to najpiękniejszy i najzdrowszy zakątek Polski. Leży w otulinie Drawieńskiego Parku Narodowego, w Puszczy Drawskiej, prawnie uznanej za obszar chronionego krajobrazu. Ze względu na unikalne ptactwo żyjące w okolicy, została też objęta unijnym programem Natura 2000 – tym samym, dzięki któremu parę miesięcy temu udało się uratować Dolinę Rospudy.

Wydawać by się mogło, że to raj na ziemi, bo jego czystości restrykcyjnie strzeże polskie prawo. Nie wolno np. otwierać tu zakładów przemysłowych i innych, mogących zagrozić przyrodzie. Wyjątkiem są inwestycje istotne z punktu widzenia społeczności lokalnej. To wojewoda musi uznać ważny interes społeczny i zwrócić się do Rady Gminy o zgodę na uruchomienie inwestycji, a przedsiębiorca – wykazać, że spełnia ona warunki BAT (best available technique), czyli najlepszej z możliwych technik. W lutym 2005 wojewoda lubuski wydał rozporządzenie nr 3, na mocy art. 23 i 24 ustawy o ochronie przyrody, zakazujące lokowania w Puszczy Drawskiej obiektów mogących szkodzić przyrodzie, w tym... ferm drobiu, w których jednorazowo tuczy się więcej niż 40 tys. brojlerów.

Azbest, fetor i hałas...

Jak to możliwe, że w środku obszaru chronionego działa wielka ferma na prawie 120 tys. kurczaków, która wg mieszkańców Radęcina i pobliskiego Kowalca niszczy nie tylko środowisko naturalne, ale zagraża ich zdrowiu i życiu? – W Brazylii takie zakłady powstają 30 km od zabudowań ludzkich. A u nas można je stawiać ludziom pod nosem? – dziwi się prawniczka Ewa Wiśniowska-Adamus.

Najbliżej mieszkają Tutakowie i Kubiakowie, którzy w lutym po raz kolejny zwrócili się do burmistrza Dobiegniewa Leszka Walocha o interwencję.

„Wnosimy o podjęcie działań zmierzających do zlikwidowania zagrożeń, jakie dla naszego zdrowia, tutejszej przyrody, środowiska naturalnego (...) stwarza nielegalnie działająca od stycznia 2006 r. ferma drobiu pp. Janiny i Feliksa Błaszczyków z Choszczna, ulokowana w Radęcinie. (...) Ferma systematycznie doprowadza do skażenia wód gruntowych chemikaliami z nawozu kurzego, (...) powietrze zostało niebezpiecznie nasycone drobinami rakotwórczego azbestu oraz amoniakiem i siarkowodorem, bo faktyczna masa emisji tych trujących gazów jest pięciokrotnie wyższa od podanej we wniosku o wydanie tzw. pozwolenia zintegrowanego” – napisali. Pod listem podpisało się dziesięć osób mieszkających najbliżej kurników.

– Chce pani zobaczyć, jak to wygląda? – pyta Dariusz Kubiak, prowadząc w ich stronę. W powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, a ciszę zakłóca dziwne buczenie. – Teraz to jest spokój, bo jakaś niezapowiedziana kontrola ma przyjechać, więc wszystko poczyścili i wyłączyli część wentylatorów, żeby hałasu nie robiły. Za jakieś dwa, trzy tygodnie nie będzie tu szło wytrzymać. Ponad 100 tys. kurczaków plus odpady po nich, których nikt stąd nie wywozi... Wyobraża sobie pani, jak to cuchnie? Coś okropnego! No i ten hałas. W sześciu kurnikach działa prawie 60 wentylatorów. Potrafią pracować non stop przez kilka tygodni. Wie pani, jaki to huk? Dwa kilometry od fermy je słychać – dodaje Piotr Tutak.

Ale wg wszystkich, najgorszy jest azbest, z którego zbudowany jest cały zakład. Bo powstał w miejscu dawnej, jeszcze pegeerowskiej fermy krów. Przez prawie 16 lat budynki stały puste i niszczały. Aż pojawili się drobiarze z Choszczna i kupili je – jak twierdzą ludzie – za jedną dziesiątą wartości. – Trochę wszystko przyszykowali i ruszyli z produkcją. A przecież ten azbest jest rakotwórczy i prawo każe, by takie obiekty rozbierać! – denerwują się mieszkańcy Radęcina.

Jedziemy pod fermę. Teren ogrodzony jest wysokim płotem. Wejścia broni metalowa brama i groźny napis: KWARANTANNA OBCYM WSTĘP WZBRONIONY. Z dala widać budynki. Nie robią najlepszego wrażenia, a już na pewno nie wyglądają na nowoczesne...

– Bzdura! Wszystko jest jak należy! Mam wszystkie możliwe zezwolenia na działanie fermy, łącznie ze integrowanym, dotyczącym ochrony środowiska! – twierdzi szef firmy Feliks Błaszczyk. Na pytanie, jak ustosunkuje się do zarzutów Jacka Adamusa i innych mieszkańców Radęcina, odpowiada: – Nie zajmuję się plotkami rozgłaszanymi przez nawiedzonego faceta, który się sądzi z całą wsią! Może sobie gadać, a ja mam wszystkie zezwolenia i wszystko w papierach jest w porządku!
– Ale prokuratura podważa zasadność wydanych przez urzędników decyzji – drążymy.
– Nieprawda! Mam zezwolenia, a jak pani chce pogadać o firmie, to niech pani o niej sobie poczyta i wyśle mi pytania – odpowiada F. Błaszczyk.

Walczy z urzędniczą sitwą

– Wszystkiemu winna jest urzędnicza sitwa! – twierdzi Jacek Adamus, który założył fundację Wszechnica Samorządowo-Budżetowa. Mieszka w tej okolicy od kilku lat. Sprowadził się z Wrocławia z dwiema innymi rodzinami. – Mieliśmy dość miasta, zgiełku, smrodu i zanieczyszczeń. Ta okolica wydawała się idealna. A jak się dowiedziałem, że to część parku krajobrazowego, podjąłem decyzję o budowie domu. Do głowy mi nie przyszło, że będę wojować z jakimiś kurczakami. Jestem uparty i nie odpuszczę, dopóki nie zakończę tej sprawy. Tu nawet nie o te kurczaki chodzi, tylko o działania urzędników samorządowych i wojewódzkich. Ferma wg mnie działa nielegalnie, bo decyzje w jej sprawie wydawali z rażącym naruszeniem prawa, co od kilku lat staram się udowodnić – tłumaczy, pokazując cztery segregatory skarg, pism, listów i odpowiedzi na nie, ekspertyz oraz oświadczeń prokuratur różnych szczebli...

Dlaczego J. Adamus uważa, że doszło do naruszenia prawa?

– Po pierwsze, ferma działała w najlepsze od stycznia 2006, zanim jeszcze dostała tzw. pozwolenie zintegrowane. To znaczy, że państwo Błaszczykowie byli bardzo pewni swego.

- Po drugie, z jakiegoś powodu urzędnicy różnych szczebli: burmistrz Dobiegniewa, wojewódzki konserwator przyrody, dyrektor wydziału rolnictwa i środowiska LUW, a nawet wicewojewoda, postanowili zrobić im prezent i tak nagiąć prawo, by mogli działać w Radęcinie. Dlatego w kolejnych decyzjach i pismach kierowanych do siebie, przed wydaniem pozwolenia zintegrowanego, ani słowem nie zająknęli się ani o azbeście, z którego są budynki fermy, ani o BAT, ani o projekcie Natura 2000, który dyskwalifikuje taką działalność w tym rejonie. Zrobili to, żeby na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku. Mało tego. Udali, że nie wiedzą, że ferma krów w Radęcinie nie działa od kilkunastu lat. Państwo Błaszczykowie zwrócili się do nich o przebranżowienie produkcji i oni na to przystali.

W ten sposób z wyimaginowanych krów zrobiły się realne, groźne dla naszego zdrowia, kurczaki! – dowodzi J. Adamus.

Na potwierdzenie pokazuje „Analizę dokumentów związanych z pozwoleniem zintegrowanym dla fermy brojlera kurzego w Radęcinie” autorstwa dr. hab. inż. Juliana Palucha, biegłego i rzeczoznawcy w zakresie ochrony środowiska. Wynika z niej, że ,,elementy konstrukcyjne stanowią zagrożenie ze względu na azbest. (...) Pominięto siódmy cykl produkcyjny brojlera, który może mieć wpływ na środowisko i ekosystem. (...) Brak informacji, z jakich zakładów będzie pochodzić karma dla kurczaków – może dochodzić do przenoszenia chorób odzwierzęcych, a co z ptasią grypą w pobliżu rezerwatu ptactwa i korytarza ekologicznego w dolinie Warty i Noteci? (...) Wyraźnie zaniżono ilości usuwanego obornika i nie wiadomo, kto jest jego faktycznym odbiorcą.”

W grudniu 2006 J. Adamus zaskarżył do Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Kraj. decyzję burmistrza Dobiegniewa Kazimierza Błaszczyka i wicewojewody Ireneusza Madeja, dotyczącą środowiskowych uwarunkowań zgody i warunków zabudowy oraz realizacji inwestycji. W styczniu 2007 prok. Zygmunt Horodyski podważył decyzje burmistrza i wojewody, a w marcu Samorządowe Kolegium Odwoławcze stwierdziło nieważność decyzji burmistrza.

Tymczasem ferma wciąż działała i działa w najlepsze...

Niektórzy widzą absurdy, inni nie

– Najbardziej szokujące jest to, że wicewojewoda Madej – w niezrozumiałej trosce o interes Błaszczyków – w lipcu 2006, kilka dni przed wydaniem im zezwolenia zintegrowanego, znowelizował restrykcyjne rozporządzenie wojewody z lutego 2005.

Tym samym dopuścił lokowanie uciążliwych dla środowiska ferm na terenach prawem chronionego krajobrazu! To skandal i łamanie prawa, bo art. 23 i 24 ustawy o ochronie przyrody nie zezwalają wojewodzie na modyfikowanie zakazów! – denerwuje się J. Adamus.

Dlatego zwrócił się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o uchylenie przepisu. Dowodził też, że wojewoda, przed wydaniem zezwolenia, nie sprawdził stanu prawnego i technicznego obiektu, faktycznej emisji gazów (we wniosku podano ją dla... jednego kurnika!), aktualnej róży wiatrów, poziomu hałasu (badania jego poziomu odbywały się... przy wyłączonych wentylatorach!) i nie przeprowadził konsultacji społecznych. Nie wziął też pod uwagę ich uwag, że padlina nie jest wywożona, tylko zakopywana lub palona za fermą...

WSA nie podzielił zdania Jacka Adamusa i oddalił jego skargę. Na to zareagowała Prokuratura Rejonowa w Gorzowie. 18 marca prok. Magdalena Zubczewska-Horodyska złożyła skargę kasacyjną od wyroku WSA. ,,Sąd I instancji podniósł, że J. Adamus nie wykazał swojego interesu prawnego. (...) Uwadze sądu umknęło, że do postępowania przed WSA przyłączył się prokurator, popierający jego skargę” – napisała. Sprawa jest w toku.

Osobne postępowanie toczyło się w gorzowskiej Prokuraturze Rejonowej, gdzie Wszechnica Samorządowo-Budżetowa złożyła doniesienie o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych: Jana Rydzanicza, Wincentego Piworuna, Jarosława Kołodziejczaka i Kazimierza Błaszczyka poprzez wydanie decyzji umożliwiających uzyskanie pozwolenia zintegrowanego dla fermy w Radęcinie.

Prokurator Jacek Wasilewski przyznał w swoim postanowieniu z 9 maja, że ferma ,,bez żadnych wątpliwości została usytuowana w obszarze chronionego krajobrazu i może znacząco oddziaływać na środowisko”, więc „żaden z wymienionych urzędników nie powinien wyrazić zgody na jej realizację”. Przyznał też, że 11 pism dotyczących sprawy było sporządzonych z naruszeniem przepisów. Śledztwo w sprawie jednak umorzył, bo... brak dowodów, by urzędnicy działali umyślnie, ponieważ wskazali, że w ich mniemaniu inwestycja państwa Błaszczyków nie była nowym przedsięwzięciem” i nie wiedzieli, że ferma krów nie funkcjonuje. Dodał też, że ich działania nie przyczyniły się do powstania istotnej szkody.

– Co jest taką szkodą, skoro nie jest nią zagrożenie zdrowia i życia ludzi oraz niszczenie środowiska? I dlaczego także prokurator Wasilewski ani słowa nie napisał o azbeście i Naturze 2000? – irytuje się pan Jacek. 21 maja złożył zażalenie na decyzję prokuratora. Jest zdeterminowany. – Jeśli będzie trzeba, wykorzystam wszystkie możliwości prawne, łącznie ze Strasburgiem, byle tylko sprawę doprowadzić do końca – dodaje.

Tekst i foto Agnieszka Kopaczyńska

Tak się załatwia sprawy...

1. 06.2005 – burmistrz Dobiegniewa Kazimierz Błaszczyk, na wniosek pp. Błaszczyków, pisze do woj. konserwatora przyrody Wincentego Piworuna o zgodę na zmianę użytkowania fermy krów na fermę kurczaków;

2. 30.06.2005 – konserwator przyrody W. Piworun wyraża na to zgodę, pod warunkiem, że chów zamknie się w dotychczasowych obiektach i będzie dotyczyć 114 tys. kurczaków [Obowiązywał wtedy zakaz wojewody lokowania w Puszczy Drawskiej obiektów mogących szkodzić przyrodzie, w tym ferm drobiu, w których jednorazowo tuczy się więcej niż 40 tys. brojlerów! – dop. red.];

3. 14.07.2005 – burmistrz Błaszczyk zwraca się do wojewody o uzgodnienie projektu decyzji o warunkach zabudowy dla inwestycji [Decyzja została uchylona przez prokuraturę w Strzelcach – dop. red.];
– burmistrz Błaszczyk przesyła wojewodzie projekt decyzji o ustaleniu warunków zabudowy dla fermy;

4. 21.07.2005 – dyr. wydziału rolnictwa i środowiska LUW Jan Rydzanicz wydaje zgodę na zmianę użytkowania fermy, z krowiej na kurzą, jako bezpieczną dla środowiska;
– wojewódzki konserwator przyrody W. Piworun wydaje postanowienie o uzgodnieniu w zakresie ochrony przyrody na etapie wydawania decyzji o warunkach zabudowy polegającej na zmianie sposobu użytkowania budynków;

5. 27.07.2005 – dyr. Rydzanicz wydaje postanowienie o uzgodnieniu bez uwag w zakresie ochrony środowiska [Ani słowa o azbeście, Naturze 2000 i tym, że ferma to nowa inwestycja! – dop. red.]

6. 12.12.2005 – burmistrz Błaszczyk zwraca się do wojewody o uzgodnienie środowiskowych uwarunkowań zgody na realizację przedsięwzięcia polegającego na zmianie sposobu użytkowania byłej fermy krów na kurniki;

7. 22.12.2005 – dyr. wydziału rolnictwa i środowiska LUW J. Rydzanicz wyraża na to zgodę;

8. 02.02.2006 – burmistrz Błaszczyk wydaje decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację tego przedsięwzięcia;

9. 20.07.2006 – wojewoda zmienia rozporządzenie nr 3 z 2005, dopuszczając lokowanie uciążliwych dla środowiska ferm na terenach prawem chronionego krajobrazu [Zaskarżoną przez Prokuraturę Rejonową w Gorzowie – dop. red.]

10. 18.08.2006 – wojewoda lubuski udziela pozwolenia zintegrowanego dla fermy. Pismo podpisuje J. Rydzanicz [Z relacji świadków wynika, że ferma działa od stycznia 2006! – dop. red.]

Dodano: 2008-06-10 21:59:15

Przekształcenie Stowarzyszenia WSB w Fundację WSB

Zawiadamiamy o tym, że:

1. Zapadła ważna decyzja, w gronie aktywistów stowarzyszenia: otóż, z braku funduszy na działalność statutową - dotychczasowe stowarzyszenie: "Wszechnica Samorządowo-Budżetowa" w Kowalcu - uległo rozwiązaniu, mocą uchwały z 30 września 2006r.,

Dlatego, Sąd Rejonowy (VIII Wydz. Gosp. KRS ) w Zielonej Górze, postanowieniem z dnia 12/10/2006r., sygn. akt ZG.VIII-NS-Rej.KRS/011707/06/610 wpisał do KRS-u nazwę "Wszechnica Samorządowo - Budżetowa w likwidacji", i uznał tamże Pana Jacka Adamusa za oficjalnego likwidatora tegoż stowarzyszenia.

Likwidator zakończył w dniu 5.XII.2006r. wszelkie prace oraz inicjatywy, rozpoczęte przez władze b. Stowarzyszenia, oraz przekazał całą dokumentację do rąk twórców nowego podmiotu (fundacji), celem jej merytorycznego wykorzystania.

Toteż następnie, Sąd Rejonowy (VIII Wydz. Gosp. KRS ) w Zielonej Górze, postanowieniem z dnia 04/01/2007r., sygn. akt ZG.VIII-NS-Rej.KRS/014611/06/637 - wpisał do KRS-u likwidację (z dniem 05/12/2006r.) stowarzyszenia "Wszechnica Samorządowo - Budżetowa w likwidacji".

2. W miejsce rozwiązanego stowarzyszenia, powstała - w listopadzie 2006r. - fundacja, ze środków Jacka Adamusa i Ewy Wiśniowskiej-Adamus (milośników krajobrazu Puszczy Drawskiej, wspierających zaradność lokalnej społeczności Gminy Dobiegniew) - jako kontynuacja celów, prac i statutu dotychczasowej Wszechnicy;

Fundacja także nosi nazwę "Wszechnica Samorządowo - Budżetowa", ale ma siedzibę w Radęcinie - zgodnie z aktem notarialnym "Oświadczenie o ustanowieniu fundacji", z dnia 29/11/2006r., Rep. A nr 8557/2006 - Kancelaria Notarialna w Drezdenku.

3. Pani Teresa Święcicka z Radachowa, pisemnie, latem 2006r., zrezygnowała z członkostwa w b. stowarzyszeniu "Wszechnica Samorządowo - Budżetowa" w Kowalcu, i - tym samym, w końcowym okresie istnienia stowarzyszenia - nie pełniła już, od 30.VIII.2006r., funkcji członka Zarządu Wszechnicy.

 

Dodano: 2006-09-28 23:16:04